Steam Punk
Pan Drwal & Adam Szulc- to dwie kultowe już w Polsce marki kojarzone z brodą i barberingiem. Wynikiem współpracy tych dwóch marek jest naprawdę ciekawy olejek- Steam Punk Oil.
O Panie Drwalu pisaliśmy już jakiś czas temu. Dziś więc słów parę o Adamie Szulcu. 30 lat doświadczenia jako Barber. W Poznaniu otworzył jeden z najsłynniejszych salonów Barberskich w Polsce. Dziś uczy młodych i chętnych niełatwej sztuki męskiego strzyżenia. Tak więc od podstaw zna ten świat. Wie dokładnie co i jak zrobić, żeby nasza broda rosła zdrowa i odżywiona.
Olejek stworzony we współpracy tych dwóch to naprawdę świetna robota. W zamiarze twórców było połączenie zapachu starych maszyn parowych wraz z kulturą XX i XXI wieku, a dokładniej PUNK. Wydaje mi się, że całkiem im się to połączenie udało.
Już patrząc na opakowanie przychodzi nam na myśl prostota, ale i pewnego rodzaju kultowość.
Kartonowe opakowanie jest bardzo proste, a nadruki na nim przypominają nam opisy ze starych maszyn czy fabryk. Niby nic szczególnego, ale przyciąga wzrok. Buteleczka w środku jest podobna. Wykonana z ciemnego szkła z metalicznym nadrukiem. Plus oczywiście za kolor buteleczki- zawartość chroniona jest od światła dziennego. Jedyny minus wg mnie to podajnik. Mamy tu pompkę, a jak wiecie, ja osobiście jestem zwolennikiem pipetek. Wtedy łatwiej jest mi aplikować odpowiednią ilość olejku. Za to ogromny plus za wielkość olejku. Buteleczka ma pojemność 50ml. Jest to naprawdę dużo. Zazwyczaj olejki pakowane są w butelkach 10 lub 30, a tu mamy coś co wystarczy nam na bardzo długo, a Panowie z naprawdę zacną brodą nie będą narzekać, że olejek wystarcza im na tydzień.

Kwestia zapachu- najbardziej kontrowersyjna część tego olejku. Albo inaczej, najbardziej dyskusyjna. Słyszałem różne wersje opisu tego zapachu, ale osobiście muszę przyznać, że mi bardzo się podoba. Zapach tworzę ciężkie nuty szyprowe, cynamonowe, kardamon i czarny pieprz, do tego gdy olejek trochę wywietrzeje czujemy ciekawe nuty paczuli i cedru. Naprawdę fajna kompozycja. Oczywiście jak to każdy zapach, znajdzie zarówno zwolenników jak i przeciwników, ale ja zdecydowanie należę do jego zwolenników.
Jeszcze kilka słów o samym olejku, bo to przecież najważniejsze. Należy on zdecydowanie do tych tłustych olejków. 4 krople albo jedna pompka w zupełności wystarczą, aby dobrze nawilżyć brodę. Stanowczo nie pozostawia tłustej poświaty. Nic z tych rzeczy. Broda jest fajnie nawilżona i bardzo dobrze odżywiona. Może nam służyć również jako perfumy, ale po jakichś 7-8 godzinach zapach się ulatnia i musimy go ewentualnie użyć ponownie. Stworzony on został na bazie 4 olejków: jojoba, arganowy, z nasion słonecznika oraz ze słodkich migdałów. Nie zawiera alkoholu, dzięki czemu nie wysusza skóry pod naszą brodą a za to świetnie ją nawilża.

Czy mogę polecić ten produkt? Stanowczo tak. Jedyne co odstrasza to cena. 99zł za taki olejek na pierwszy rzut oka wydaje się ceną absurdalną. Ale gdyby tak zastanowić się chwilę. Po pierwsze jak już mówiłem jest to naprawdę duża buteleczka, po drugie jest to produkt z najwyższej półki i po trzecie jest to produkt polski. Także mimo wysokiej ceny myślę, że warto zainwestować i zaopatrzyć się w tę buteleczkę.
Olejek dostanie w sklepie Pana Drwala.

PJONA!